Kobieta Lifestyle styl życia

Mój bałagan czyli o nowym podejściu do sprzątania

Na początku taki obrazek. Wysprzątane wieczorem mieszkanie, zabawki na miejscu kuchnia lśni podłoga umyta. Można iść spać tzn paść. Tuż po położeniu dzieci obowiązek nakazuje dokończyć porządkowanie przestrzeni, a ja chciałam dziś zrobić jeszcze kilka innych rzeczy. Może napisać tekst na bloga, przeczytać książkę która leży na stoliku od kilku długich dni. Ale dziś już nie mam siły, tak jak wczoraj przedwczoraj i we wcześniejsze dni.

Budzi się dzień tzn budzi się mój syn zanim dzień obudzi się na dobre, 15 minut później  z tego wysprzątanego mieszkania nie zostaję już nic. Zabawki są do zabawy, rozumie się, a wszystkie inne miejsca po nocy trzeba odwiedzić i dokładnie przejrzeć. Kiedy wstaje starsza córka dodaje swoje przedmioty, w miedzy czasie naczynia po śniadaniu jakiś tradycyjny rozlany sok po którym klei się podłoga. Wychodzimy do szkoły/żłobka/pracy i zostawiamy stan mieszkania wskazujący na przebywanie stadka dzieci, a ja mam ich tylko dwójkę. Powrót do domu to powrót do porannego rozgardiaszu do którego dokładamy najczęściej nowe. Ja próbuję ogarniać na bieżąco, włożę ubrania do szuflady ale Aleksander uwielbia je wyciągać i oglądać. Książki na półkę ale przy wyciąganiu jednej kolejne 10 też jest tak ciekawych, że lądują obok. Kredki w pojemniku utrudniają rysowanie.

Czasem motam się pośród całego rozgardiaszu i próbuję sprzątać na bieżąco, tylko później zauważam że czegoś brakuje. Całe popołudnie spędzone na odkładaniu rzeczy na miejsce i próbach zapanowania nad nieporządkiem sprawiły, że zabrakło czasu na przebywanie z dziećmi. Potem kolacja zmęczenie usypianie sprzątanie i padam.

Tak było jeszcze jakiś czas temu. Musiałam swoje posprzątać inaczej czułam dyskomfort psychiczny i złość. Jednak jeśli spędziłam czas na sprzątaniu brakowało mi sił na cokolwiek innego i to też rodziło negatywne uczucia. Musiałam coś zmienić bo czułam, że czas ucieka mi między palcami a o wymarzonym odpoczynku mogę zapomnieć.Musiałam przyjrzeć się swojej codzienności i wprowadzić zmiany o czym pisałam w TYM wpisie. I dziś wiem, że takie zmiany dają oddech i są potrzebne.

Nowy plan opiera się na ignorancji porozrzucanych rzeczy bo czy moim sukcesem naprawdę jest to, że dzieci bawią się tylko jedną wybraną zabawką a resztę na bieżąco odkładają. Tym bardziej kiedy 2 letnie dziecko bawi się głównie w wyciąganie wszystkiego z wszystkiego. Bez sensu ograniczać pomysły na zabawę tylko dlatego, że bałagan mnie denerwuje. Zresztą denerwuje mnie tylko wtedy kiedy porządkowi nadaje jakieś wyjątkowe znaczenie. Te popołudnia spędzane na odkładaniu kolejnych przedmiotów na miejsce można spędzić o wiele przyjemniej.

Nie popadam oczywiście w kolejną skrajność i podstawowe zasady utrzymania względnego porządku zostają jak np odwieszenie kurtki po powrocie czy schowaniu butów, ale tysiąc razy łatwiej żyje się jeśli nie narzucam sobie chorych ambicji wysprzątanego domu. Przy jednym dziecku i nie pracując miałam czas na błysk, sobota była tradycyjnie czasem wielkich porządków. Teraz po sprzątającym weekendzie budzę się w poniedziałek zmęczona, bo zupełnie nie znalazłam czasu na odpoczynek i chwilę zatrzymania.

Dlatego odpuściłam. Nadal sprzątam w mieszkaniu ale nie robię  z tego wartości nadrzędnej. Moje dzieci również na co dzień wieczorem odkładają zabawki którymi się bawiły. Ale są takie dni, kiedy nam się nie chce kiedy zabawa trwa do późna i wieczór kończy się szybką kąpielą i snem w kilka minut. Są takie dni kiedy odpuszczam. Nie umyta podłoga nie wywołuje frustracji a naczynia z kolacji nie są ważniejsze od mojego snu. Zdarza się i tak że wieczorem jesteśmy tak zmęczeni że odsuwam nogą zabawki na bok i kładę się do łóżka z książką. Te same zabawki jutro wróciły by na podłogę więc nic wielkiego się nie stanie jeśli jeden wieczór odpuszczę sprzątanie na rzecz czasu dla mnie.

Jakie czerpię korzyści czerpię  z tego mojego bałaganu? Wolny spokojny czas kiedy siedzę z dziećmi. Czytamy dwudziesta książkę zamiast ciągle przerywać żeby odłożyć poprawić i poukładać. Wieczorem częściej i wcześniej pozwalam sobie na to co sprawia mi przyjemność i pozwala odpocząć. Weekend jest czasem zatrzymania zamiast gonienia na odkurzaczu i ze szmatą. Tak nie mam idealnego porządku i często możecie u mnie spotkać nieumytą podłogę albo kurz pod meblami. Mam za to więcej cierpliwości i czasu dla moich dzieci i męża. Nie wściekam się jak nakręcona że o 22 trzeba jeszcze zrobić dziesięć rzeczy, bo nie trzeba. Można w miarę możliwości i sił ale świat od nieumytych naczyń się nie zawali.

A jakie jest Wasze podejście do porządku. Lekki bałagan wprowadza Was w zły nastrój czy jednak odpuszczacie czasami sprzątanie aby mieć czas na coś przyjemniejszego?

DSC_0205DSC_0203

Related Posts

1 Comment

  • Reply
    http://tensport.pl/
    13 października 2016 at 14:02

    obsesyjne pucowanie mieszkania nie jest nadrzędnym celem mojego życia. Zdecydowanie nie uszczęśliwia mnie sprzątanie. Polecam ksiązke Joanny Kostyszyn „ch***** pani domu”, którą napisała z tęsknoty za normalnością. ułatwi każdeej pani domu spojrzenie na temat sprzatania z wiekszym dystansem.

  • Leave a Reply

    Close