Kobieta przemyślenia

W Dniu Babci i Dziadka

Urywki chwil, przebiegające przez głowę ciepłe wspomnienia i nieukojony smutek

Pamiętam, że wakacje spędzałam u dziadków. Na myśl przychodzą mi długie kąpiele w wannie na które mi pozwalali, wieczorne spacery po mleko i przejście przez mały most tuż obok torów.
Wiele razy tamtędy szłam z nimi za rękę i wiele razy czekaliśmy aż przejedzie pociąg. Pewnego lata zabrali mnie i moją siostrę na wakacje nad morze, kolejowy wyjazd z noclegiem w wagonach. Niewiele pamiętam ale bardzo wyraźnie przybijanie piątki z moim dziadkiem i ciężar Jego dłoni. I to że głośno się śmiałam
Pamiętam pokrojone w kostkę kanapki na śniadanie i kolacje, które zawsze dostawałam od dziadka. Byłam już taka duża a On kroił je dla mnie mimo wszystko.

Ten porządek u nich w mieszkaniu, tak inny od mojego domu gdzie panoszyła się trojka rodzeństwa.
Wyjścia na działkę i zjadanie owoców z krzaków, sok malinowy zawsze czekający na nas w piwnicy, smak barszczu i sałatki jarzynowej którą jedliśmy u nich na święta. Zawsze czekał na nas obiad,nawet jak przychodziliśmy zupełnie znienacka..
Te tysiące dni które u nich spędziłam w dzieciństwie i metalowa ciężką figura konia, której nie wolno nam było ruszać.
Ta ciężka metalowa figurę konia, którą jeszcze niedawno chowali przed moimi dziećmi, najpierw razem potem tylko Babcia a teraz..została tylko metalowa figura konia

Ich wieczorne wizyty u nas w niedzielę i zawsze 6 grudnia. Zaraz po ich przyjściu odwiedzał nas Mikołaj z którym mieli tajne układy.  Piosenkę Czarny Baranie śpiewaną dziesiątki razy przez Babcię kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką.
Codzienne powroty ze szkoły z obowiązkowym wstąpieniem do Nich po drodze, smak karpatki którą zawsze piekła mi Babcia na urodziny, herbata z mlekiem która tylko u nich tak smakowała
Wyjątkowy dźwięk dzwonka do ich drzwi..

I Jego bawiącego się z Julą tak jakby wiedział, że to już ostatni raz, miał racje.
Obiad na który mieliśmy w niedzielę do nich przyjść ale On umarł..

I choć łzy mi kapią dziś na klawiaturę nie chcę niczego zapomnieć. Wydawało mi się, że Babcia zawsze tam będzie w tym mieszkaniu nr. 31 Dziadka już nie było ale dopóki była Babcia to i On nie odszedł do końca.. Miałam jechać z dziećmi w piątek do szpitala gdzie Babcia leżała ale szkolny obowiązek starszej wydawał mi się taki ważny. Przesunęłam wyjazd na sobotę a Ona w piątek umarła..
W trzy miesiące pokonała ją choroba, co najmniej o 10 lat za wcześnie.

Ich naprawdę już nie ma.
Mieszkanie nr 31 które zawsze kojarzyło mi się z czasem dzieciństwa, stoi puste
A ja nie powiedziałam im za to wszystko dziękuję. Bóg musi istnieć bo Oni nie mogli tak po prostu zniknąć..

Related Posts

1 Comment

  • Reply
    oczy otwieram
    9 kwietnia 2016 at 15:19

    Ślicznie to napisałaś. Trafiłam tu dziś przypadkiem, ale będę zaglądać. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Leave a Reply

    Close