Kobieta Rodzicielstwo

Poranny pośpiech

Drugi tydzień roku szkolnego zaczął się dokładnie dwa dni temu. Mamy za sobą pierwszy kryzys szkolny, długie rozmowy, szukanie rozwiązania ale i płacz bo w tej szkole nie jest tak cudnie jak w przedszkolu.
No nie jest.
To inna kategoria codzienności, tym bardziej jeśli przez ostatni rok w zerówce wcale nie miałyśmy potrzeby zdążyć na jakaś konkretną godzinę do przedszkola.  Skoro mój urlop macierzyński trwał w najlepsze to poranny spacer nabierał innego charakteru niż muszę zdążyć do pracy.
Przyjście do szkoły na godzinę na którą nam wyjdzie nie jest już dobrym rozwiązaniem bo poniesione konsekwencje spóźniania się mogą być nieprzyjemne.

Zaczął się poranny stres, próba organizacji wszystkiego od a do z i opanowania tego co i tak zapomniałam przygotować albo co wydarzy się niespodziewanie ot np zmiana pieluchy tuż przed wyjściem.
Z tym porannym stresem nie radze sobie za dobrze ani ja ani moja córka, jedynie Aleksander ma do tego odpowiedni stosunek zajadając co rano w spokoju pomidora i wsmarowując go w ścianę.
W tym czasie my próbujemy ubrać się, uczesać niczego nie zapomnieć i dokładnie umyć zęby..
Ups jeszcze zabrać plecak 😉
Nie pomaga również fakt, że główną odpowiedzialność za poranną organizacje ponoszę jednak ja jako matka i opiekun mojego dziecka a z ta odpowiedzialnością jednak na razie sobie nie radzę.
Jednym słowem nawalam.
Konsekwencją takiej sytuacji są nerwy i pośpiech żeby zminimalizować spóźnienie albo choć wskoczyć w lukę czasową pomiędzy dzwonkiem a zamykaniem drzwi do sali przez nauczycielkę.

Poranny spacer odszedł w zapomnienie.

Tyle, że jakoś okropnie mi żal tego niespiesznego maszerowania bez konieczności patrzenia na zegarek tym bardziej że szkołę mamy już blisko a do przedszkola musiałyśmy dojeżdżać. To miał być jeden z największych plusów, to był argument za szkołą. Lokalizacja miała nam dać więcej czasu i więcej snu.
Trochę jednak rozminęliśmy się w oczekiwaniach z rzeczywistością.

Kiedy tak codziennie rano odprowadzam ją do klasy i daje buziaka czuję ogromny smutek, że znowu nie udało się na spokojnie i powoli. Brakuje mi tych chwil porannych kiedy było dużo czasu na uśmiechy czy zbieranie jeszcze jakiś dziecięcych skarbów, szukanie kryształów. I jestem pewna że mojej córce również.
Staram się każdego ranka ale ciągle nam tego czasu mało. Mogę sobie planować idealną organizację ale to nie wyjdzie zwłaszcza z roczniakiem u nogi który ma przeróżne humory i nawet pomidor nie zawsze go zadowoli.
A każda dezorganizacja odbija się na kolejnej sprawie i wtedy wszystko sypie się jak domek z kart a w szczególności nasze humory.
Jedyna myśl która daje mi jeszcze jakaś szanse to moje wstawanie jeszcze wcześniej tak żeby wszystko co muszę zrobić ja było gotowe zanim oni wstaną. I choć perspektywa wcześniejszej pobudki jest nieco przerażająca to w głowie mam jednak uśmiech mojej córki kiedy spokojnie spacerkiem idziemy do szkoły. Bez powtarzanego słowa „szybciej”.
Trzymajcie zatem kciuki za moje poranki i motywujcie. Bo za dwa lata to Ona już ze mną do szkoły chodzić nie będzie a rano będzie mieć czas dla koleżanki..

P1180286 P1180311 P1180290 P1180295 P1180275 P1180317 P1180300

Related Posts

No Comments

Leave a Reply

Close